Epidemia niewiedzy groźniejsza niż wirus

3 0

Epidemia niewiedzy groźniejsza niż wirus

Epidemie towarzyszyły cywilizacji ludzkiej praktycznie od początku. Niektóre z nich były tylko lokalnym problemem, inne natomiast osiągały o wiele szerszy zasięg, niosąc ze sobą oprócz cierpienia i śmierci również zmiany w strukturach państw i narodów. Dzisiaj pokrótce opowiem o trzech z nich: Czarnej Śmierci z końca epoki średniowiecza, Grypie Hiszpance z początku XX wieku i o aktualnie trwającej właśnie pandemii SARS-CoV-2. Będzie to jednak opowieść nie o tym, co większość z nas wie, czyli o wymiarze historycznym poszczególnych kataklizmów, ale o tym jak powyższe tragedie kreowały społeczną świadomość i jak potężnym problemem stały się blokady informacyjne oraz fake newsy towarzyszące tym wydarzeniom.

 

Na temat Czernej Śmierci, jej początków, przebiegu i następstw powstało już mnóstwo publikacji – od opracowań stricte historycznych, poprzez beletrystykę, na twórczości z pogranicza artyzmu i fantastyki kończąc. Istnieje natomiast bardzo niewiele opisów tego, jak tragedia ta odbierana była przez ówczesnego mieszkańca Europy, nie wywodzącego się z warstw możnych, a będącego jedynie jednym z tysięcy „szarych” mieszkańców kontynentu. Po pierwsze przez cały okres trwania zarazy nie była znana ani jej przyczyna, ani też sposoby  na jej skuteczne pokonanie. W związku z brakiem racjonalnych i popartych medycznymi przesłankami metod na walkę z epidemią, o jej śmiercionośne żniwo zaczęto posądzać wszystkich tych, którzy w jakikolwiek sposób różnili się od większości. Aby „zapobiec” epidemii rozpoczęto organizowanie pogromów mniejszości religijnych: wyznawców Judaizmu, Islamu, członków sekt i bractw religijnych; mniejszości narodowych: Romów, przybyszów z Bliskiego Wschodu; osób chorych na trąd suchy i inne choroby skóry. Oprócz prześladowań mniejszości w wyniku braku rzetelnej wiedzy często podejmowano kroki będące zupełnie irracjonalne ze współczesnego punktu widzenia, jak unikanie kąpieli w obawie przed przenoszeniem się zarazy drogą wodną czy organizowanie zbiorowych spotkań pokutnych, gdzie oprócz stosowania rygorystycznych diet o chlebie i wodzie jako formy przebłagalnego postu, wymierzano sobie kary cielesne poprzez chłostę i samobiczowanie. Opisane powyżej działania pogarszały i tak już trudną sytuację w Europie, jednocześnie dostarczając dodatkowego ogromu ludzkich cierpień. Piszę o tym żeby pokazać, że brak rzetelnej wiedzy oraz czasem celowa dezinformacja, prowadzą nie tylko do mylnych wniosków i błędnych działań, ale przede wszystkim dezorganizują skuteczną pomoc, której w ówczesnej Europie tak bardzo zabrakło.

Przejdźmy teraz do trochę mniej znanej tzw. Grypy Hiszpanki. Jej początki zbiegają się z końcem innego ważnego wydarzenia – końcem I Wojny Światowej. Sama choroba przybyła najpierw do Stanów Zjednoczonych, najprawdopodobniej z Chin i potem wraz z żołnierzami USA Army, którzy w tym czasie walczyli jeszcze w Europie, została przeniesiona do Francji. Władze Francji, które ostrzeżone wcześniej przez lekarzy z USA wiedziały o problemie, w sposób celowy nie rozpowszechniały masowej informacji o nowym zagrożeniu wśród ludności cywilnej, aby informacja nie generowała dodatkowych niepokojów społecznych. Dodatkowo blokada informacyjna podtrzymywana w celu deeskalacji rewolucyjnych nastrojów w społeczeństwach Europy początku XX wieku, nie tylko blokowała rozwój badań nad przyczyną i przebiegiem choroby, a wręcz próbowała czasami podważać jej istnienie. W konsekwencji brak jest wiarygodnych statystycznych źródeł śmiertelności, które opierają się na bardzo niedokładnych szacunkach w skali świata: od 25 milionów do nawet 50 milionów osób. Dodatkowo wspomniana powyżej próba blokad niezależnych badań przez przywódców państw, pozwoliła dopiero po ponad roku od początku epidemii potwierdzić przypuszczenia niektórych lekarzy, że sama Hiszpanka nie jest bezpośrednią przyczyną śmierci, a zgony spowodowane są chorobą autoimmunologiczną zarażonych organizmów. Jednak strach przed paniką był większy i bezduszny pragmatyzm zachowania władzy oraz ustalonego porządku kosztem wielu istnień ludzkich, okazały się silniejsze.

Pandemię SARS-CoV-2 znana szerzej jako Covid-19 należy uznać za wydarzenie najnowsze i niestety cały czas aktualne. Sam wirus wywołuje chorobę układu oddechowego, stając się przyczyną wielu zgonów na całym świecie. Pomimo dowodów trwania epidemii, tysięcy chorych i zgonów, nie dla wszystkich istnienie choroby jest oczywiste. Są w Polsce pewne grupy osób, które uważają wbrew naukowym dowodom, że SARS-CoV-2 albo został wymyślony w celu podporządkowania sobie społeczeństwa przez rządzących, albo jest jedynie groźniejszą odmianą grypy. Myślenie takie można by uznać za pewną ciekawostkę i nie zwracać na nie uwagi, gdyby nie fakt, że takie spiskowe teorie zdobywają posłuch wśród wielu osób, szczególnie młodych oraz niczym lawina przebijają się do mediów społecznościowych. Głoszenie takich niesprawdzonych teorii i zyskiwanie zwolenników podważa sens pracy tysięcy lekarzy, medyków, naukowców oraz innych osób związanych z opieką zdrowotną, którzy często z narażeniem zdrowia podejmują walkę z epidemią. Dodatkowo zachęca to niektóre osoby do podejmowania ryzykownych zachowań związanych ze swoim oraz innych osób zdrowiem. Oczywiście, epidemia SARS-CoV-2 nie może być swoistym straszakiem na obywateli państwa i działania takie nie powinny mieć miejsca, jednak negowanie istnienia choroby jest pokazem ignorancji wobec zdrowia własnego oraz innych.

Na koniec pragnę zwrócić uwagę na to, jak bardzo rządzący Polską politycy, nie są przygotowani na walkę z epidemią. Wiosną, kiedy SARS-CoV-2 „zawitał” w naszym kraju rozpoczęto wdrażanie na szczeblu rządowym wiele bardzo chaotycznych i niespójnych działań. Z jednej strony zamrożono gospodarkę, ograniczono ruch prywatny, zakazano wstępu do wielu miejsc i obiektów użyteczności publicznej. Część z tych decyzji była słuszna, część absurdalna, natomiast większość albo spóźniona, albo miała nieznaczny wpływ na zahamowanie epidemii. Niestety jesienny nawrót oraz wzrostu liczby zakażeń pokazał, że rządzący nie wyciągnęli wniosków z czasów wiosny. Zaczęto ponownie w sposób chaotyczny i nieprzemyślany zamykać poszczególne gałęzie gospodarki. Brak konkretnego długoterminowego planu działania spowodował bankructwa kolejnych firm i znaczny wzrost bezrobocia. Jednocześnie nie przełożyło się to na zauważalny wzrost lawiny zachorowań i tym samym po raz drugi w ciągu roku nie udało się osiągnąć założonych przez rządzących celów. Dlatego wprowadzanie kolejnych restrykcji, z negatywnym oddziaływaniem na gospodarkę i obywateli, przy jednoczesnym braku wyraźnych efektów walki z epidemią, nie poprawi wiarygodności sensu wdrożonych działań w oczach jej sceptyków, ale w konsekwencji może doprowadzić do wzrostu negowania istoty samej choroby.

Jarosław Szeler

(fot. pixabay.com)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook