Ikona białoruskiej opozycji w rękach OMONu!

2 0

Ikona białoruskiej opozycji w rękach OMONu!

Już trzeci miesiąc trwają protesty po ogłoszeniu wyników wyborów prezydenckich na Białorusi, które miał wygrać urzędujący już od 26 lat dyktator Alaksandr Łukaszenka. No właśnie miał. Ale zdaniem Białorusinów nie wygrał. Od tego dnia  białoruskie społeczeństwo zdecydowanie sprzeciwia się tej decyzji, mówiąc o farsie, kłamstwie czy wręcz rozboju w biały dzień na narodzie. Proces protestów trwa i nie widać końca. Przebieg jak dotąd był różny, ale niezmienne jest jedno: opór wobec władzy. W tym czasie – jak to zwykle w takich przypadkach bywa – część osób się zradykalizowała, inni przeciwnie: po poddaniu torturom i objęciu represjami przez reżim odechciało się im rewolucji. Wciąż jednak skala oporu jest duża i nie zmienia tego coraz to bardziej ”wyszukana” forma tłumienia ogólnonarodowego gniewu. Ostatnio modne jest zastraszanie bronią. Do Białorusinów się mierzy z broni, albo też w ich bezpośredniej odległości z niej strzela. Na nic. Sami Białorusini przekonują, że czas, gdy z Łukaszenką walczyła jedynie opozycja już minął, podobniej jak czas na dialog i chęć porozumienia obu stron konfliktu. Dziś to walka dyktatora, właściwie tyrana z narodem. I rzeczywiście, jeśli popatrzeć na przekrój społeczny uczestników protestów to bez wątpienia znajdziemy tam zarówno osoby starsze jak i młodzież, czasem nawet dzieci. Zarówno szarych, przeciętnych Białorusinów jak i ludzi z wyższych szczebli hierarchii społecznej. Nie powinno to jednak dziwić, zwłaszcza, że taka jest w istocie specyfika tej rewolucji.

Jest jednak na Białorusi taka osoba, która walce z reżimem poświęciła swoje doczesne życie. I to dosłownie. 30 grudnia 2020 roku skończy już 74 lata, a mimo to wciąż z uporem maniaka, nieprzerwanie od 1988 roku, walczy z władzą. Łączy przy tym w sobie najgorsze (z punktu widzenia władzy) cechy obywatela, czyli upartość, odwaga, determinacja, bezkompromisowość. To jednak władza nie ma już cienia złudzeń – Nina Bagińska się już nie zmieni. Choćby dlatego, że Jej walka wbiła się już do powszechnej świadomości społecznej, w wyniku czego opozycjonistka zyskała opinię ”kobiety, która od lat spaceruje sobie po Mińsku z historyczną flagą Białorusi”. Oczywiście tym spacerom mimowoli towarzyszą funkcjonariusze OMONu (odpowiednik polskiego ZOMO). Bywała oczywiście zatrzymywana, wie też czym są represje, ale miało to raczej miejsce na demonstracjach, toteż nie było w tym nic dziwnego. Dziś jednak z Mińska napłynęła informacja o wtargnięciu do domu opozycjonistki omonowców. Informacje za pośrednictwem Twittera przekazał dziennikarz i członek Związku Polaków na Białorusi Andrzej Poczobut.

Opozycjonistka miała już być – zgodnie z tym, co mówił Łukaszenka – traktowana dość pobłażliwie przez siłowców. Na tyle pobłażliwie, że żadne większe represję jak chociażby wtargnięcie do domu, przeszukiwanie mieszkania czy przetrzymywanie w areszcie miało jej nie grozić. A jednak. Po raz kolejny okazało się, że to, co mówi Łukaszenka to jedno, a co robi to już druga sprawa. Jeszcze tego samego dnia Nina Bagińska została co prawda wypuszczona, ale wypada w tym miejscu odnotować istotny fakt: reżim przekracza kolejną granicę i wysyła Białorusinom sygnał, że jeśli nadejdzie taka potrzeba będzie przekraczać kolejne. Chociaż przekraczać?

Summa summarom pat białoruskiej sytuacji polega na tym, że wszelkie grancie przyzwoitości, jakie może złamać ta władza już złamała. Co więcej, można odnieść wrażenie, że balansowanie na granicy między prawem a prawdą to de facto jej broń tego reżimu, bo te granice nie ustala ani wzorzec cywilizowanego świata, ani nawet zaangażowanie społeczeństwa w życie polityczne, lecz właśnie  władza. Słowem: co Łukaszenka ustanowił jako normę, Łukaszenka ma prawo ze statusu powszechnej normy odwołać. Smutne to, ale jakże prawdziwe.

Oczywiście Łukaszenka uderzając w takich ludzi jak Nina Bagińska musi mieć pełną świadomość, co robi. I z pewnością ma. Efekt? Zaraz po aresztowaniu ikony białoruskiej opozycji w okolice jej mieszkania zjechali się kolejni siłowcy. Ale nie po to by dokończyć przeszukanie mieszkania, bo dowody, jakimi reżim się posługiwał okazały się zbyt małe by przetrzymać pojmaną na dłużej, nie. W bezpośredniej okolicy domu Niny Bagińskiej siłowcy zabrali pięć osób – prawdopodobnie sympatyków działań opozycjonistów na Białorusi. Nie mam złudzeń, że takie działanie miało określony cel. Jaki? O tym najprawdopodobniej dowiemy się już niebawem.

 

Fot. Twitter/Andrzej Poczobut, Nina Bagińska/spring96.org.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook