Jacek Międlar: Zdejmijmy zasłonę tabu

4 0

Jacek Międlar: Zdejmijmy zasłonę tabu

Nikomu specjalnie nie trzeba przybliżać tej postaci. Były ksiądz, który w trakcie pełnienia posługi kapłańskiej nie unikał publicznych wystąpień, na których niemal przy każdej okazji podkreślał jakie jest, i jakie powinno być, credo wspólnoty kościelnej. Robił to, co czuł i uważał za słuszne. W zderzeniu z optyką na ten temat hierarchów Kościoła okazało się to jednak czynem odważnym.

Może nawet zbyt odważnym, bo koniec końców nie doszedł do porozumienia ze środowiskiem kapłańskim. Albo inaczej: środowisko duchowne nie zaakceptowało jego retoryki. Wówczas wizja ostatniego dnia jego posługi kapłańskiej stała się kwestią czasu. Od tamtej pory idzie swoją drogą, na przekór opiniom swoich oponentów, za to w zgodzie z własnymi przekonaniami. Kipiący kontrowersją, autor omawianej tu i ówdzie książki ,,Moja walka o prawdę”. Weteran głośnych starć światopoglądowych, gdzie stawką była prawda, a rywalem zazwyczaj lewica. To znaczy lewactwo – bo tak ich nazywa, a to – dla niewtajemniczonych – nie jest komplement. Nade wszystko swoją postawą rekomenduje bezkompromisowość i brak tematów tabu, przez co nie ma samych przyjaciół.

Czy żałuje, a może jednak w kategorii błogosławieństwa traktuje swoje obecne życie?  Zapraszam na rozmowę z b. księdzem Jackiem Międlarem.

Paweł Auguff: Pana dewiza życiowa brzmi: ,,Deo et Patriae Semper Fidelis”, ale przecież wystąpił pan z kapłaństwa. Jak to rozumieć?

Jacek Międlar: Wierny jestem Bogu i Ojczyźnie, a nie kościelnej hierarchii, która za moje wyjście na peryferie wiary, wpisując się w lewacką narrację, uniemożliwiła mi sprawowanie normalnej posługi duszpasterskiej. Gdybym wybrał dolary, lenistwo i ciepłą posadkę w Nowym Jorku, którą chciano mnie kupić, wtedy właśnie podeptałbym hasło, które od dziecka jest moim życiowym mottem. Swoją drogą, bardzo szczegółowo tłumaczę ten wątek w autorskiej książce „Moja walka o prawdę”, która może poszczycić się mianem „bestsellera” i niejednemu otworzyła już oczy m.in. na sprawy kościelnych dostojników. Porzucając zgromadzenie jeszcze bardziej zbliżyłem się do Chrystusa.

Był pan kiedyś księdzem, teraz prowadzi pan życie u boku kobiety, wychowuje syna. To jednak spora zmiana. Tak sobie myślę, czy dla Kościoła Katolickiego nie było by lepiej, gdyby poszedł po trosze pana drogą, i zdjął obowiązek celibatu?

Dokładnie to wychowuję córkę – moją największą miłość. W kwestii celibatu, a w zasadzie zniesienia jego obowiązku miałem wypracowane zdanie jeszcze w czasach seminarium. Będąc redaktorem naczelnym kwartalnika „Meteor” z kolegami popełniłem szereg publikacji, w których – w oparciu o źródła historyczne – wyjaśniałem Czytelnikom dzieje tej dyscypliny oraz powody jej wprowadzenia. Zaznaczam, to nie kwestie majątkowe zaważyły na wprowadzeniu bezżenności w Kościele Rzymskokatolickim. To owoc nieporozumienia wynikającego z nurtu neoplatonizmu, który od lat dominował w Kościele. To on o tym przesądził, a nie jakiś strach o przejęcie majątku przez kobiety.

Zdejmijmy zasłonę tabu. Znam środowisko księżowskie i pozwolę sobie na wyznanie. Większość księży marzy o tym, żeby celibat został zniesiony, żeby sprawując posługę kapłana równocześnie móc spełniać się nie tylko w roli opiekuna vel duszpasterza, ale właśnie w roli ojca, rodzica, kochającego męża. Teoretycznie niewiele potrzeba, by marzenia wielu księży zostały spełnione. Wystarczy jeden jedyny podpis papieża, który… w najbliższym wieku na pewno nie zostanie postawiony. Dlaczego? Bo zniesienie celibatu niesie m.in. za sobą rewolucję administracyjną, której kościelne struktury by nie podołały. Celibat to jedynie ludzka dyscyplina, która nie wprowadza dysonansu między sakramentami święceń i małżeństwa pochodzącymi z jednego źródła – Jezusa Chrystusa. Nie ma takiej siły, która wprowadziłaby dysonans pomiędzy którymkolwiek z sakramentów. I nie ma to znaczenia, czy Jezus Chrystus miał żonę, czy też nie. Nie ma też znaczenia, czy duszpasterstwo łatwiej prowadzić z żoną i dziećmi na plebanii, czy nie. Między małżeństwem a kapłaństwem nie ma dysonansu. Celibat to dyscyplina usankcjonowana filozoficznie i kulturowo. Koniec i kropka.

Z różnych środowisk docierają głosy: gdyby ksiądz miał żonę i dzieci – lepiej rozumiałby kwestie natury familijnej. To trafny argument, do którego w pełni przychylam się od czasu, gdy sam założyłem rodzinę.

Wracając do mojej sytuacji. Gdybym nadal mógł sprawować funkcje kapłańską w normalnych warunkach, sam żyłbym w celibacie, bo na takie zasady przystałem. Jednak wraz ze zrzuceniem sutanny, do czego skłoniła mnie lewacka postawa moich przełożonych, życie musiałem poukładać sobie na nowo. I teraz przygotowuję się do małżeństwa, które dzięki zerwaniu „kontraktu” z Watykanem bez kłopotów będę mógł zawrzeć.

Często pan komentuje postawę duchownych zazwyczaj nie szczędząc im gorzkich słów krytyki. To, że nie jest pan typem dyplomaty to wiadomo, ale dlaczego Jacek Międlar – nomen omen – były duchowny nie chcę spróbować ,,być Szwajcarią”?

Neutralność w sprawach ważnych to domena ludzi słabych. Poza tym moja sytuacja sprawia, że mogę walić prawdą między oczy. Za krytykę biskupów nie dostanę reprymendy, bo niby na jakiej zasadzie, a środowisko lewackie, które lubi atakować Kościół jest chyba ostatnim, któremu chciałbym się przypodobać. Poza tym, klepanie hierarchów po plecach i utwierdzanie ich w przekonaniu jakoby byli kimś wyjątkowym to prosta droga do upadku Kościoła.

Gdy pytałem osób, które na świat patrzą przez pryzmat lewicowych czy też liberalnych wartości o pana książkę: ,,Moja walka o prawdę” to często odpowiadali, że to właściwie pastisz manifestu niegdyś słynnego austriackiego malarza. Reagowałem i reaguje zawsze na takie analogie, bo
są zwyczajnie obrazoburcze, jednak co by pan im powiedział

Że to idioci, którzy zabierają się za recenzję książki, której nie przeczytali. Wskazali Panu chociaż jeden rozdział mojej książki, a jest ich kilkadziesiąt, który mógłby świadczyć o prawdziwości ich tezy? No właśnie…

Najzabawniejsze jest to, że w swojej książce wyciągam na światło dzienne homo-układy i skandale pedofilskie, m.in. z udziałem bp. Janiaka, ordynariusza kaliskiego. Gdy w 2018 roku na kaliskim rynku miałem spotkanie autorskie, przeciwko mojej książce protestowała grupka lewaków i Żydów… tych samych, którzy w 2020 roku pod kurią bp. Janiaka protestowali ws. tuszowania przez niego pedofilskich skandali. Prof. Wolniewicz miał rację: Najwydatniejszą cechą lewactwa jest głupota.

Zejdźmy teraz na bardziej polityczny tor. Czego się pan spodziewa po drugiej kadencji prezydentury Andrzeja Dudy i rządów PiS?

Tego samego co po poprzednich. Główny nacisk zostanie położony na kwestie socjalne, lokowanie wojsk amerykańskich w Polsce. Nadal będą naiwni w relacjach polsko-żydowskich i ulegli wobec promocji banderyzmu na Ukrainie, która jest naszym rzekomym „sojusznikiem”. Kwestie ideologiczne? Sporo będzie się o nich mówiło, bo takie są oczekiwania społeczne, ale nic konkretnego z tego nie będzie wynikało. Spodziewam się jeszcze bardziej zamordystycznego wzięcia polskich patriotów za twarz, zwłaszcza tych, którym relacje rządu z Izraelem i wschodnim sąsiadem nie przypadają do gustu. Historia jest nauczycielką życia, także w zakresie polityki.

Pytam, bo pojawiają się zapowiedzi, że Jacek Kurski ma zostać przywrócony na stanowisko szefa TVP. Jeśli tak, to oczywistym wydaje się, że będzie to swoisty policzek dla PADa. Pana komentarz?

Nie sądzę, by Kurski wrócił na stanowisko prezesa TVP. Ma niekorzystną opinię także po stronie PiS-owskiego elektoratu, co zostało spotęgowane medialnymi komentarzami (niekoniecznie słusznymi) w kwestii jego ślubu. PiS dba o PR, z debaty publicznej wycofuje wszystkich, którzy mogliby zaniżyć wiarygodność partii, a bez wątpienia prezesura w telewizji publicznej wiąże się z byciem na świeczniku.

Jak już jesteśmy przy polityce. Kontrowersje w politycznym świecie wzbudza pan od dawna. Były ostre wpisy na Twitterze, miał pan w domu ABW, Agnieszka Gozdyra wpisała pana w poczet skandalistów. Ale coś, co
szczególnie mnie zaciekawiło w pana wydaniu, to promowanie przez pana, kojarzonego głównie ze skrajną prawicą, hasła: nie przepraszam za Jedwabne. Nie za ostro tym razem pan poszedł?

W określeniu „skandalista” nie widzę nic zdrożnego. I święci, i żołnierze niezłomni, i sam Jezus byli pewnego rodzaju skandalistami na ówczesne czasy. A Gozdyra, mimo słuchawki w uchu, starcie ze mną na argumenty może zaliczyć do przegranych.

Co do hasła „nie przepraszam za Jedwabne”. Nie rozumiem, czego „niepoprawnego” doszukuje się Pan w tym haśle? Chce Pan przepraszać za zbrodnie niemieckich nazistów? Godzi się Pan na to, by naród polski był obarczany zbrodniami niemieckich ludobójców z komanda śmierci Schapera? A może – proszę wybaczyć – Pański pradziad strzelał do Żydów pod stodołą w Jedwabnem i chce Pan za niego przeprosić? Człowiek o zdrowych zmysłach nie przeprasza za zbrodnie, których nie popełnił. W przypadku Jedwabnego, przepraszając czynimy z siebie sprawców i współodpowiedzialnych za Holokaust.

Proszę spojrzeć co się dzieje wokół Jedwabnego? Blokowanie ekshumacji, obarczanie Polaków o zbrodnię, wbrew faktom, relacjom świadków oraz wstępnej ekshumacji prof. Andrzeja Kolli…

To zwykła żydowska podłość, polakożerstwo, a zwłaszcza próba zbudowania monopolu na holokaustową martyrologię, która Żydom ma zapewnić totalną bezkarność. Zresztą, tę kwestię także dość szczegółowo poruszam w książce. Jeszcze szerzej ją traktuję w nowej pozycji, która ukaże się we wrześniu.

Ateizm, a przynajmniej antyklerykalizm w dzisiejszym świecie jest na fali wznoszącej. Jak pan to odbiera, to takie swoiste signum temporis?

Być może uzna pan, że jestem monotematyczny, ale… myślę, że za obecny stan rzeczy główną winę ponoszą właśnie hierarchowie, którzy zamiast opowiadać się stanowczo po stronie świętej wiary, i mieczem Słowa Bożego niszczyć ideologie nieprzystające do Ewangelii i zdrowego rozsądku, siedzą w wygodnych pałacach i zbijają bąki. Jeśli chcemy, by Kościół jako instytucja ponownie stał się atrakcyjny dla pokoleń, potrzeba jasnego świadectwa jego pasterzy, a jeśli świadectwa to – idąc za teologią janową – krwi, potu i łez. Tego nie widać.

Postaram się teraz troszkę pana sprowokować. Czy ks. Jacek Międlar udzielił by ślubu parze homoseksualistów?

Ślub udzielają sobie sami nowożeńcy. Ja mógłbym co najwyżej być świadkiem i pobłogosławić związek. Czy bym to zrobił? Obrazem mojego „błogosławieństwa” niech będzie biblijne zmiecenie z powierzchni ziemi Sodomy i Gomory, gdzie homo-gwałciciele próbowali dobrać do skóry gości Lota.

Pytałem o wzrost popularności ateizmu, teraz zapytam o pojawiające się różne formy (często innowacyjne czy wręcz awangardowe) funkcjonowania duchownych w społeczeństwie, które mają zapewne przybliżyć ludzi do kapłanów. Szczególnie popularny jest ks. Jakub Bartczak, który poprzez rap przybliża ludzi do wiary. Jak pan to odbiera?

Każdy talent winien służyć szerzeniu Chrystusa i prawdy. Z pewnością zna pan przypowieść o talentach. Są nimi zarówno umiejętności, takie jak freestyle Kuby, oraz wiedza, którą zdobywamy na drodze obserwacji. A jak postąpił zarządca z przypowieści z tym, który talenty zakopał pod ziemią: nakazał wyrzucić na zewnątrz – w ciemności, gdzie jest płacz i zgrzytanie zębów.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Facebook