Marian Kowalski: Nie należę do żadnej partii. Mam nadzieję, że tak pozostanie.

4 1

Marian Kowalski: Nie należę do żadnej partii politycznej. Mam nadzieję, że tak pozostanie

Był taki czas: partią rządzącą w Polsce była Platforma Obywatelska. Ulice Warszawy, w dniu 11 listopada, dominowały obrazki zamieszek i brutalnej ich pacyfikacji przez policję. Prawo i Sprawiedliwość było w opozycji, a wśród młodych ludzi rosło przekonanie o chęci tworzenia politycznej alternatywy dla dobrze już znanych partii, bo te poza słodkimi obietnicami nie miały za wiele do zaoferowania społeczeństwu.

Więc powstał taki ruch. Ruch Narodowy się nazywał i zrzeszał ludzi głównie o narodowych poglądach. O wspólnej partii liberałów pokroju Korwina z narodowcami jak Bosak czy Winnicki nie było mowy. Osobą, która stanęła wówczas na czele tej formacji był lublinianin Marian Kowalski, patrzący na świat przez pryzmat uderzającego pragmatyzmu oraz mając na względzie potrzeby przeciętnego zjadacza chleba. Wszak był jednym z nich. Wystartował w wyborach prezydenckich. Miał być ,,silnym człowiekiem na trudne czasy”. Skończył niestety nie za dobrze, bo nie przekroczył nawet symbolicznego 1% poparcia.

W ferworze kolejnych wydarzeń, w których dominowały napięcia wewnątrz obozu narodowego, postanowił zejść do cienia i wystąpił z polityki. Po tych kilku latach postanowiliśmy zajrzeć do niegdyś stałego bywalca wieców, demonstracji, marszów czy też programów publicystycznych. Nie zabrakło pełnych goryczy refleksji o przeszłości, ale też współczesnego spojrzenia na sytuację polityczną w Polsce.

Co słychać u Mariana Kowalskiego? Z byłym kandydatem na urząd prezydenta rozmawiał Paweł Auguff.

Paweł Auguff: Gdybym zapytał: gdzie jest dzisiaj Marian Kowalski, to co usłyszę?

Marian Kowalski: W Lublinie. A na poważnie, nie należę do żadnej partii politycznej. Mam nadzieję, że tak pozostanie.

 

Przed wyborami wyraził pan nadzieję, że Andrzej Duda nie tylko wygra wybory prezydenckie, ale że nie będzie do tego potrzebował nawet drugiej tury. Tymczasem walka o fotel prezydenta trwała do samego końca. Co zaważyło o tak wyrównanej walce?

Kandydatka PO nie była w stanie nawiązać równorzędnej walki z panem Prezydentem, dopiero przełożenie wyborów i zmiana kandydata zmobilizowało elektorat liberalny. Na sukces Trzaskowskiego pracowali zgodnie tęczowi i część Konfederacji. Koalicja egzotyczna, ale jak widać realna. Oczywiście w drugiej turze na pozór odległe elektoraty zjednoczyły się przeciw obozowi polskiej racji stanu. Jak widać to jest 10 milionów ludzi. Natomiast Andrzej Duda mógł liczyć wyłącznie na swój stały elektorat.

Kiedyś, w sumie to nie tak dawno temu, Marian Kowalski był typowany na przywódcę Ruchu Narodowego. Co więcej: startował pan nawet w wyborach prezydenckich. Dziś już właściwie wycofał się pan z politycznego życia. Nie żal panu, że projekt pt. Prezydent Marian Kowalski, z którym przecież wielu (zwłaszcza młodych ludzi) wiązało spore nadzieję, ostatecznie spalił na panewce?

Oczywiście, że żałuję, ja traktowałem tamte wybory na poważnie, ale jak widać grupa Winnickiego i Bosaka już wtedy myślała wyłącznie o własnej karierze i w trakcie kampanii knuła z Kukizem. Co więcej, poza wspomnianym piosenkarzem pojawił się inny dywersant Grzegorz Braun, który chętnie fotografował się z logo RN. Przecież nawet nie wyprodukowano plakatu wyborczego, który nadawał się do kolportażu. Prawdę mówiąc powinienem wycofać się z wyborów w kwietniu 2015, kiedy zdałem sobie sprawę, że w RN trwa wojenka domowa na linii ONR – MW, a Winnicki więcej czasu spędza z Kukizem niż zajmuje się kampanią. Krzysztof Bosak został szefem kampanii i rozpoczął ją, jeśli można uznać, że była, za pięć dwunasta.

Poprzednim razem postawił pan tezę, że Konfederacja to partia prorosyjska. Ma pan na to jakieś konkretne dowody? Zdaje pan sobie sprawę, że na polskiej scenie politycznej to dość poważny zarzut.

Dość posłuchać wypowiedzi Janusza Korwin-Mikkego i Grzegorza Brauna, chyba nie muszę tu podawać przykładów. Wrogość wobec sojuszu polsko – amerykańskiego to chyba jedyne spoiwo uczestników tego projektu. Poseł wypowiadający z trybuny sejmowej słowa o amerykańskiej okupacji traktuje Polaków jak durniów albo sam powinien się przebadać. W Korei Południowej jest 7 razy więcej żołnierzy amerykańskich, a nikt tam nie opowiada idiotyzmów o okupacji. Konfederacja szczyci się posiadaniem najmłodszego elektoratu, czyli pozbawionego doświadczenia życiowego, wiedzy historycznej i podatnego na manipulacje. Z byle powodu konfederaci pikietują pod ambasadą USA, ale pod rosyjską jakoś zawsze im daleko. Zresztą sprawę smoleńską potraktowali tak jak lewica i PO. No i mądrości red. Sommera o Grodnie natychmiast były powtarzane przez media kremlowskie.

Konfederacje można lubić lub nie, ale trzeba przyznać, że Krzysztof Bosak osiągnął wyjątkowo obiecujący – jak na dotąd marginalne zaplecze polityczne tego środowiska – poparcie społeczeństwa. Ogłosił nawet, że Konfederacja jest już trzecią siłą polityczną w kraju.

Oczywiście wynik był zupełnie przyzwoity, ale przypomnę, że 5 lat temu JKM miał 3,26%, ja i Braun przekroczyliśmy 0,5% no i oczywiście są sieroty po Kukizie. W 2015 roku było 5 kandydatów na prawo od PiS a tym razem tylko Bosak, unikał zresztą kontrowersyjnych tematów no i widać, że gdy przestali straszyć żydami zostali lepiej potraktowani przez wyborców.

Jest taka opinia, chyba nawet trafna, że PiS wygrał te wybory głównie dzięki wsi, w tym poparciu rolników. Teraz jednak to oni krzyczą w stronę Jarosława Kaczyńskiego – zdrajca! Zapytam wprost: czy ta ustawa o zakazie hodowli wróci do partii rządzącej bolesnym bumerangiem?

Ustawa dopiero wyszła z Sejmu, zobaczymy co zmaluje Senat i jaki będzie ostateczny kształt na biurku Prezydenta. Najgłośniej tupiące lobby futerkowe to zupełny margines, a praktycznie zwykli rolnicy w żaden sposób z nowymi przepisami nie będą mieli do czynienia. Przypominam, że pieniądze z UE dla wsi będą wypłacane w przyszłości tak więc nie spodziewam się fochów ze strony elektoratu wiejskiego. Dziwię się też, że tzw. narodowcy z takim zapałem bronią sadystycznych praktyk ubojowych ludów Bliskiego Wschodu.

Stanowisko Mariana Kowalskiego wobec tej ustawy?

Uczucia mam mieszane. Najbardziej mnie razi w tym wszystkim określenie długości łańcucha dla psa na min. 6 metrów, dla małego psiaka może to być ciężar nie do udźwignięcia. Futrzarstwo i tak wygasa, a przedsiębiorcy z tej branży mogą liczyć na rekompensaty. Nie wiem dlaczego ja miałbym dopłacać do tego sektora skoro w futrze nigdy nie chodziłem. To temat zbyt rozległy, na oddzielną rozmowę. Podejrzewam, że Jarosław Kaczyński celowo wrzucił ten temat by zdyscyplinować niesfornych koalicjantów, chyba zgodzimy się, że Jarosław Gowin jest winien kryzysu wyborczego w maju, a pod jego rządami na wyższych uczelniach lewactwo pleni się jak chomiki, a i o sądach dwudziesto-cztero godzinnych też cicho. Sam się procesuję z OMZRiK i widzę, że bez przychylności prokuratury nie mogliby tak bezkarnie hulać.

Młodzież Wszechpolska w ostatnim czasie opublikowała filmik, w którym odmawia partii rządzącej przynależności do prawicy. Idzie głównie o stosunek do środowisk LGBT, który – zdaniem narodowców – w wykonaniu PiS-u jest nazbyt liberalny. Dostrzega pan takie zjawisko, czy to tylko fantasmagorię wszechpolaków?

Oczywiście wyznawcy tęczowej flagi są zupełnie bezkarni, mamy rozbrojoną policję, o prokuraturach już mówiłem. Nie tylko PiS jest winien, liderzy MW i innych młodzieżówek narodowych okazali się niezdolni do „przejęcia” ulicy i dlatego znalazła się przestrzeń dla zuchwalstwa tęczowych. Już w 2013 roku radziłem zmienić formułę Marszu Niepodległości i zamiast dorocznego zjazdu w Warszawie organizować 11 listopada marsze w całej Polsce. Pojawiliby się lokalni liderzy, ponadpartyjne środowiska i teren byłby nasz, a tak mamy to, co mamy i tęczowa fala zalewa Polskę. Nikt mnie nie chciał słuchać, lokalne narodówki są skłócone i pozbawione liderów, mówiąc krótko cała robota na nic. Środowisko polityczne nigdy nie odegra poważnej roli, jeśli cały potencjał zogniskuje za biurkami w Warszawie. PSL jest tego dowodem, mają wyłącznie teren i dzięki temu trwają, ale panowie prezesi z Warszawy zawsze się bali konkurencji kolegów z mniejszych ośrodków.

Co dalej z narodowcami? Widzi pan jakąś polityczną przyszłość dla tej części społeczeństwa.

Obawiam się, że po 30 latach walenia głową w mur pozostały tylko guzy i wzajemne pretensje. Największą karierę zrobił twórca MW – Roman Giertych, a to nie jest najlepszy przykład do naśladowania. Narodowy segment Konfederacji zmuszony został przejąć narrację wolnościowców, a ci też już przestali się nazywać konserwatywnymi liberałami. Wszystko wskazuje na to, że w najbliższej przyszłości nie będzie alternatywy mogącej sprawować władzę na miejsce ugrupowań po-okrągłostołowych. Ostatnie wybory samorządowe pokazały jednoznacznie, że liderzy tzw. prawdziwej prawicy nie wzbudzają zainteresowania Polski lokalnej. Uważam, że szczytem możliwości wspomnianego środowiska jest rola krzykaczy sejmowych. Smutne, ale prawdziwe. Zarzucano mi współprace z redakcją IPP, która wprawdzie w dość oryginalny sposób, ale była konserwatywno-chrześcijańska. Ciekaw jestem, czy gromy spadną na JKM za to, że właśnie nawiązał współpracę z antyklerykalnym tygodnikiem założonym przez współpracowników Jerzego Urbana.

Trwa drugi miesiąc protestów na Białorusi. Polska była jednym z pierwszych państw, które zareagowały na działania Alaksandra Łukaszenki, i to się nie zmieniło. Podobnie jak walka Białorusinów z dyktatorem. Jakie przewiduje pan konsekwencję narodowego buntu, który obserwujemy obecnie na Białorusi?

Bardzo mi się nie podoba brutalność białoruskiej milicji, prezydent Łukaszenka też przeholował z wydrukowaniem 80% poparcia. Już 15 lat temu napisałem tekst, w którym sugerowałem by Polska wzięła pod uwagę, że Łukaszenka będzie rządził przez wiele lat. Dzisiaj jest najdłużej piastującym urząd przywódcą w Europie. Należało rozwijać kontakty gospodarcze uzyskując przyzwoite warunki dla tamtejszych Polaków. Oczywiście PO nie uważała za stosowne uprawiania jakiejkolwiek własnej polityki a minister Waszczykowski, gdy zapowiedział otwarcie na Białoruś stracił stanowisko. Podejrzewam, że protesty zwykłych, porządnych ludzi przyniosą profity wąskiej grupce cwaniaków zupełnie jak w Polsce po Okrągłym Stole. Krótko mówiąc: w wolnych wyborach Białorusini wygłosują sobie rosyjski protektorat i nawet tego nie zauważą.

Fot. PAP

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Facebook