Jakimowicz: Wydawało mi się, że znam ludzi. Tymczasem te wybory pokazały, że tak nie jest

7 0

Jakimowicz: Wydawało mi się, że znam ludzi. Tymczasem te wybory pokazały, że tak nie jest

Telefony komórkowe_kreacje_świąteczne - zobacz ceny

Co szokującego w wyborach prezydenckich odkrył? Jakie pytanie powinni zadać sobie wszyscy, którzy w niedzielę odwiedzą lokal wyborczy? Jaki sukces przede wszystkim przemawia za rządem PiS? Jak ocenia rządy Rafała Trzaskowskiego w stolicy,  i czego spodziewa się po jego ewentualnej prezydenturze? Za co został zatrzymany przez żandarmerie wojskową w Warszawie? Czy pandemia koronawirusa to międzynarodowy spisek? Co – według niego – Sylwester Latkowski chciał osiągnąć głośnym filmem ,,Nic się nie stało” o aferze pedofilii w Zatoce Sztuki?

Jesteś ciekaw odpowiedzi na te pytania? Odpowiedź w wywiadzie, jakiego udzielił nam charyzmatyczny aktor, Jarosław Jakimowicz.

Paweł Auguff: Jak pan ocenia jeszcze trwające wybory prezydenckie. Coś pana szczególnie zaskoczyło?

Jarosław Jakimowicz: Mam na koncie 50 lat. To już jakby do tego nie podejść pół wieku, i powiem szczerze, że jestem totalnie zszokowany, o co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi. Bo wreszcie to pojąłem. I to już nie chodzi o to, jakie mam poglądy, bo oczywiście zaakceptuje każdy wybór ludzi jakikolwiek by on nie był. Tego wymaga demokracja. Ale powiem tak: jestem otwartym, wrażliwym człowiekiem. Zawsze starałem się być blisko ludzi, i to się nie zmieniło. Ktoś kto mnie zna, wie że mnie inspiruje człowiek i wydawało mi się, że znam ludzi. Tymczasem te wybory pokazały, że tak nie jest…

Skala polaryzacji aż tak pana zszokowała?

To nie do końca kwestia polaryzacji. Podam teraz przykład: jeżeli w wyborach startowała pani Kidawa-Błońska, która miała ledwie 4% poparcia, i właściwie jedyną rzeczą, którą miała do zaproponowania i z której była znana były memy. Po czym w zamian za nią jest nagle wystawiany pan Trzaskowski i już na starcie ma dwadzieścia parę procent poparcia plus okazuję się, że nagle ma 30%, potem 40% a za chwilę on te wybory może nawet wygrać, to o co tutaj chodzi? Powiem panu szczerze, że patrząc na poczynania pani Kidawy momentami było mi jej szkoda. Naprawdę. Aż wzbudzała moją litość. Przed ekranem, na zdjęciach prezentowała się jak ładna, fajna, miła, wzbudzająca pozytywne emocje kobieta, a jak tylko włączyli jej mikrofon to jakby ten napompowany balon nagle pękł, i pozostał niedosyt. Taki jęk zawodu. Współczuje jej, bo wyglądało to tak jakby wystawili ją nie do tej konkurencji. Ale wracając do prezydenta Warszawy, będę to oceniał jako warszawiak: mieszkam w Warszawie, żyje w Warszawie, pasjonuję się tym miastem i nie jestem w stanie powiedzieć, co takiego Rafał Trzaskowski zrobił dobrego w tym mieście. Po prostu nie wiem. Dla mnie to jest osoba, która – najdelikatniej rzecz ujmując – nie sprawdza się w roli zarządcy nie tylko stolicy, ale w ogólnie zarządcy. I to, niestety na wielu płaszczyznach.

Rozumiem, że nawiązuje pan do obrazków Warszawy ,,pod wodą’’?

Nie tylko. Ta lista jest naprawdę długa, ale między innymi to.

To pragnę pana uspokoić. Rafał Trzaskowski twierdzi, że współczesny świat daje możliwość zdalnego zarządzania miastem, nawet tak dużym jak stolica Polski.

To jest śmieszne. On doprawdy nie wie, co mówi. Jest totalnie odrealniony, przypomina mi dziecko we mgle. Żeby nie być gołosłownym: jak ścieki wylały do Wisły to mówił, że oni sobie z tym radzą, że mają jakiś system. I dalej jest to samo. Z kolei teraz jak ulewy zalały stolicę i sparaliżowały (na wielu odcinkach) ruch miejski, to on mówi, że panują nad sytuacją. Że – jak pan to ujął – zarządza zdalnie. Parodia.

A może takie słowa, taka narracja to po prostu element kampanii politycznej? Taka taktyka.

Być może, ale chciałbym zwrócić się do osób popierających pana Trzaskowskiego. Do tych, dla których on jest politycznym – powiedzmy – idolem, takim kandydatem marzeń: pokażcie mi chociaż 10 punktów, które Rafał Trzaskowski jako prezydent Warszawy zrobił dobrze. Czym takim zasłużył się dla Warszawy? Bo jeżeli ktoś będzie w stanie wyartykułować mi sukcesy obecnego prezydenta stolicy, to zwrócę honor. Przyznam rację, ale ja ich nie widzę. Sorry bardzo. To słaba prezydentura, wbrew temu, co ma napisane na wyborczym plakacie. I taka też będzie jak wygra wybory. On się nie zmieni. Chociaż nie wiem, może to ja jestem jakiś dziwny, bo pracuje w TVP i zostałem świadomie, czy też nieświadomie, zaklasyfikowany do konkretnej opcji politycznej?

Szczerze? Analiza rynku medialnego w Polsce mówi jasno: Jakimowicz to element medialnego środowiska PiS. Chyba nawet jego integralna część?

No i fajnie, ale powtarzam: niech się pojawi ktoś z tej drugiej opcji, który udowodni na konkretnych przykładach, że to dobry, silny prezydent. Nic takiego nie słyszałem.

PiS i nie tylko PiS zarzuca panu Trzaskowskiemu, a właściwie jego kandydaturze, że to jedyny w tych wyborach kandydat, który dopiero w ostatnim dniu kampanii wyborczej przed I turą ogłosił swój program…

No więc właśnie o tym mówię. Wie pan, ja chcę być dobrze zrozumiany. To nie jest tak, że ja się uwziąłem na pana Trzaskowskiego i będę teraz odpalał jak z armaty raz po raz w jego stronę, bo to mi nie jest do niczego potrzebne. Ja jako mieszkaniec Warszawy chciałbym zobaczyć te dobrze zagospodarowane miejsca w Warszawie, o których on tak pięknie opowiada, bo żyjąc tu na co dzień ja ich nie widzę. Widzę za to, co w stolicy pod jego rządami nie działa. Dlatego mówię: sprawdzam.

Odnoszę wrażenie, że jest pan typem wyborcy, który jest wymagający wobec polityków. Który ich pyta, analizuje, co mają do zaoferowania. Niestety, ale obawiam się, że przeważająca grupa wyborców to ludzie, którzy głosują przede wszystkim przeciw a nie za kimś, nie pytając przez to o szczegóły. Obaj kandydaci idą łeb w łeb. Dzieli ich zaledwie 1 procent, a niezdecydowanych jest ponad 3. Także to oni w niedzielę zdecydują.

Tyle już wydedukowałem, ale dla mnie to jest jednak niebywałe. Duda powinien te wybory wygrać w cuglach, tak jak wygrał z Kidawą. Tak samo to, że projekt Szymon Hołownia był akcją zaplanowaną przez środowisko PO to dla mnie oczywista oczywistość. To, że on mówił, że chcę tworzyć ruch apolityczny, antypartyjny etc., można śmiało sobie włożyć w buty, w momencie, gdy szefem jego sztabu wyborczego został człowiek współpracujący kiedyś z Donaldem Tuskiem. I on ma 18% poparcia? To jest smutne, bo jeżeli ludzie nie rejestrują takich rzeczy, to znaczy, że nic już nie rejestrują. To zły znak. Dziwie się tylko i jest mi ogromnie żal tych wszystkich, którzy zostali przez niego tak obrzydliwie oszukani, by nie powiedzieć mocniej. Te wybory uzmysłowiły mi jeszcze jedną, bardzo ważną rzecz: nie ma absolutnie żadnego znaczenia przeszłość kandydatów, ich przywiązanie do tradycji, sposób patrzenia na pewne kwestię, i w ogóle ich poglądy. To o co walczyli przez lata marksiści, i walczą dalej, by wyrwać tego ducha tożsamości, indywidualizmu z człowieka to się teraz dzieje. To kwitnie na naszych oczach. Ludzie o tych grzechach polityków pamiętają maksymalnie trzy miesiące, a potem nagle jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki: było, minęło, nie ważne. Na tym nie koniec. Przykład mam: jak do Warszawy przyjeżdża jakiś chłopak ze wsi (nie obrażając oczywiście wsi, bo kocham polską wieś) to on nie stołuję się w barze mlecznym, nie szuka w Warszawie miejsc, w których swobodnie nawiąże kontakt z naturą tak jak na wsi. Nie. On chodzi na crossfit, ma furę w leasingu, ubiera się w sieciówkach i dryfuję po warszawskich klubach. On nie chcę się już przyznać, skąd przyjechał. On się wręcz tego wstydzi. Idzie za ‘’Warszawką’’. To jest coś niebywałego, jak niewiele trzeba by zmienić człowieka. W tym przypadku na gorsze. Dlatego też po części nie dziwię się młodym ludziom, że decydującym kryterium dla nich jest teraźniejszość. Liczy się tu i teraz, a co będzie potem, i co ktoś robił przedtem? Kogo to interesuje! Taką retorykę uprawiają portale plotkarskie, czy też stacje promujące tzw. postęp wmawiając, że to znak czasu – to tam bryluje Trzaskowski. Jego znakiem rozpoznawczym nie jest siła, lecz bylejakość.

Co by pan powiedział na pomysł rozdziału państwa od Kościoła? Są politycy, którzy podnoszą tę kwestię. Jak pan się na to zapatruje?

Jestem osobą wierzącą. Byłem ostatnio w Kościele, w którym ochrzczony był Fryderyk Chopin i doznałem niesamowicie pozytywnego doświadczenia. Zwykli ludzie, ładnie ubrani, uśmiechnięci, życzliwi. Msza bez zbędnego moralizatorstwa z ambony, ale w duchu wiary podana w przystępnej – jak dla mnie – formie. Do tego ksiądz udzielił przemowy, w trakcie której wszyscy byli w świetnym nastroju. Dużo żartów, radości. Proszę mi wierzyć, coś pięknego. I myślę sobie, że gdyby tak wyglądał na co dzień polski Kościół to takie tematy nie były by podnoszone, bo nie wzbudzałby złych skojarzeń: z pedofilią, z dawaniem milionów na tace…

Obawiam się, że nawet gdyby takich Kościołów w Polsce były miliony, to i tak wszystko zburzyłaby postać ojca Tadeusza Rydzyka. On odpycha ludzi od Kościoła a może nawet od wiary.

Oczywiście, że tak. Ma pan rację. Ale to działa też w drugą stronę. Ostatnio natrafiłem na jakiś program w TVP Info, gdzie wypowiadał się człowiek mówiący bardzo rzeczowo i ciekawie: o Polsce, o polityce, o paru innych kwestiach, że aż chciało się go słuchać, ale jego słowa nie przebiją się do szerszego grona, bo to TVP Info czyli propaganda. Więc nie oglądamy, choć nawet nie wymówił nazwy – Platforma Obywatelska.

W trakcie kampanii popełnił pan kilka przychylnych wypowiedzi pod adresem Krzysztofa Bosaka. Co zdecydowało, że jednak zagłosował pan na Andrzeja Dudę?

To prawda. Słuchając pana Bosaka miałem takie wrażenie, że ze wszystkich kandydatów on mówi najbardziej merytorycznie. Czułem, że to jest mój język. Jednak dla mnie te wybory, zwłaszcza po ogłoszeniu 30% poparcia dla Rafała Trzaskowskiego, były wyborami między kandydatem PO i PiS-u. Uznałem więc, że swój głos oddam na urzędującego prezydenta. Co nie znaczy, że krytykuję kogoś, kto poparł Krzysztofa Bosaka. Zdaje sobie sprawę z tego, że mnóstwo młodych ludzi postawiło na kandydata Konfederacji, bo opowiedzieli się za zmianą, a nie jedynie wymianą na to, co już kiedyś było i wszyscy wiemy z czym to się je. A przede wszystkim wiemy, że nie jest smaczne. U mnie przeważył polityczny realizm. Po prostu.

Jak rozumiem wybiera się pan na II turę?

Oczywiście. Jestem patriotą, a głosowanie to dla mnie patriotyczny obowiązek, który zamierzam spełnić głosując na prezydenta, który nie jest idealny, ale jest – tak uważam – dobrym prezydentem, co pokazał przez 5 ostatnich lat. Najlepszym dowodem na skuteczność tego rządu jest choćby wygranie z Gazpromem. Czy słyszał pan kiedyś żeby ruscy komuś chętnie wypłacili pieniądze, bo ja nie. To jeżeli ten rząd potrafił to zrobić, to niech ludzie przed pójściem w najbliższą niedzielę do lokalów wyborczych postawią sobie jedno pytanie: dlaczego poprzednicy nic z tym nie zrobili, a sprawę dopiero teraz udało się załatwić tak jak należy? Wreszcie. Po linii polskiego interesu narodowego. I niech pan sobie teraz wyobrazi, że my do Senatu zaaplikujemy taką osobę jak marszałek Grodzki, a na stanowisko prezydenta pana Trzaskowskiego. To przecież będzie wojna domowa. Tego trzeba, za wszelką cenę, uniknąć. Nawet nie tyle dla dobra PiS-u, co dla dobra Polski.

Premier Morawiecki na wiecach wyborczych tym właśnie straszy. Mówi, że Andrzej Duda musi zostać prezydentem, bo inaczej będziemy mieli w Polsce wojnę domową, która może potrwać co najmniej trzy lata…

To dobrze mówi, bo tak właśnie będzie. Dlatego Andrzej Duda powinien zostać prezydentem Polski na kolejne 5 lat. To wybór zdroworozsądkowy.

W rozmowie ze mną opisuje pan politykę używając bardzo przyziemnej, może nawet pragmatycznej, kolokwialnej narracji. Ale czy w poczet pana poglądów, weryfikujących kandydata/partie, wpisują się kwestie gospodarcze. Typu: gospodarka wolnorynkowa jak wspomniany Bosak, albo projekty socjalne jak Prawo i Sprawiedliwość. Myśli pan takimi kategoriami?

I tu mam problem. Bo muszę przyznać, że dryfuję trochę między jednym a drugim. Są projekty socjalne, które uważam za słuszne i potrzebne, ale pewne rozwiązania forsowane przez formacje liberalne także uważam za godne uwagi i publicznej dyskusji. Natomiast chciałbym powiedzieć bardzo ważną rzecz: to nie jest tak, że Jarosław Jakimowicz żyje polityką. Że codziennie potrzebuje zażyć konkretną jej dawkę, bo inaczej wykorkuje. Że jestem jak narkoman. Nie. Ja paradoksalnie polityką, jako taką, interesuje się bardzo mało. Interesuje się natomiast sprawami, które mieszczą się wokół polityki. Wie pan, miałem nawet kiedyś propozycje wejścia do tego świata…

Od kogo? Jeśli to nie tajemnica.

Było kilka takich propozycji. Zostawię to dla siebie. Ale zdecydowałem, że nie chcę się w to bawić. W polityce trzeba umieć być w konkretnych sytuacjach elastycznym. Ja bym tak nie dał rady. Za bardzo cenię sobie wolność, wygodę posiadania i głoszenia własnego zdania, a to nie są wzorcowe cechy dla polityka. Tam trzeba umieć zachować dyscyplinę sejmową, dyscyplinę partyjną. Nie spełnił bym się w tej roli. Zresztą abstrahując już nawet od tych czynników, to gdybym uważał otoczenie polityczne za taką elitę, za ludzi będących rzeczywiście na właściwym miejscu w społecznej hierarchii, to może i bym się zastanowił, ale tak nie jest. Jeżeli w Sejmie pracuje ktoś taki jak pani Jachira, to o czym my mówimy. To jest jakiś pieprzony bajzel, a nie elita narodu. Nie, dziękuje. Nie skorzystam.

Zanim media w Polsce zaczęły pisać i mówić niemal wyłącznie o wyborach tematem numer jeden była pandemia. W tak zwanym międzyczasie pojawiły się jednak głosy, że to ściema i międzynarodowy spisek. Pana komentarz?

Nie jestem w stanie odnieść się do tego w sposób fachowy, bo fachowcem w tej dziedzinie nie jestem. Pamiętam, że pierwsze co zrobiłem, to poszedłem do banku wypłacić trochę gotówki. Potem zrobiłem solidne zakupy jak prawie wszyscy. Nawet jeszcze mi coś zostało. Siedziałem w domu, z przerażeniem patrząc na obrazki z Włoch czy Hiszpanii. Widziałem te nagrania ze szpitali w Madrycie, Bergamo czy ze szpitala w Barcelonie, skąd wróciłem tydzień wcześniej. Byłem tym wszystkim przerażony. Podszedłem do tego z dużym respektem. Co do spisków? Ja nie jestem od tego, czy to Gates, Soros, sieć 5G. Pan pracuje w mediach, zajmuje się polityką, więc może pan wie więcej i rozumie z tego więcej. Ja w tej kwestii schodzę do poziomu zwykłego Kowalskiego, który jest odbiorcą, konsumentem jakich miliony. Ale to, co dostrzegam (znowu) niepokojącego u ludzi w ich reakcji, to ich bezgraniczne przekonanie o posiadaniu racji. O byciu opiniotwórczym we wszystkim. Ja staram się zawsze weryfikować pewne informacje, podchodzę do tego w sposób analityczny. Uważam, że mądry się zastanawia, i to go różni od głupiego.

Niektórzy ludzie głoszą takie – powiedzmy sobie – spiskowe wizje, bo może patrzą wokół swojego otoczenia, widzą że nikt tego Covida nie ma, a w telewizji ciągle mówią, że wirus jest wszędzie. Każdy by nabawił się jakichś wątpliwości.

Pewnie w jakiejś części tak jest, ale czy to jest aż taki trud by zasięgnąć wiedzy u profesorów, u osób, które o wirusach i epidemiach wiedzą wszystko zamiast od nie wiadomo kogo w internecie. Po co sobie tak upraszczać świat. Nie rozumiem.

Przyznam, że ja miałem łatwiej, bo czytałem apel pewnej dziewczyny do Polaków, której ledwie 36-letni brat zmarł po zakażeniu, a na nic wcześniej nie chorował. Miałem też w rodzinie osobę, która była testowana, więc retoryka o międzynarodowym spisku do mnie nie przemawia.

W to nie wątpię, że koronawirus istnieje. To nie o to tutaj chodzi. Istnieje coś takiego jak zmęczenie materiału, istnieje także granica wytrzymałości. Jak codziennie się słucha o tym samym, to w pewnym momencie pojawia się taka myśl: dobra, dajcie mi już tę szczepionkę. Może być nawet z czipem, 5G czy co tam złego mają wstrzyknąć (śmiech) Miałem też taką sytuacje związaną z maseczką, czy też szerzej mówiąc zakrywaniem ust. Wracałem do domu. Idąc Alejami Ujazdowskimi w stronę Placu Trzech Krzyży zza pleców usłyszałem taki charakterystyczny tupot. To było kilku żandarmów, którzy szli za mną, bo ktoś im doniósł, że Jakimowicz idzie bez maseczki…

Wypowiadanie się na pewne tematy, zwłaszcza tak gorące jak wybory czy pandemia, czego ma pan przecież pełną świadomość, działa niczym cytat z amerykańskich filmów: wszystko co od tej chwili powiesz może zostać użyte przeciwko tobie. Doświadczył pan sytuacji może nie szykan, ale zmiany odbioru w środowisku celebrytów, do którego pan poniekąd należy.

Niestety doświadczyłem. Szczegóły zostawię dla siebie, ale rzeczywiście po moich wypowiedziach w mediach zdarzały się reakcje różne. Co bolało i boli do teraz, to zdarzało się, że osoby które znałem od lat nagle zaczęły wobec mnie wykazywać jakąś antypatie. Wpisywać mnie na siłę w jakiś schemat. Bo ja coś powiedziałem, co im się nie spodobało. Bo kogoś poparłem, komuś za coś na wizji podziękowałem. I tak dalej. Mimo, że prywatnie nie uzyskałem z tego żadnych profitów. I mimo, że prywatnie nic złego im nie zrobiłem. To i tak: ty się lansujesz, co się z tobą stało? To jest chore.

Na zakończenie, jak już jesteśmy przy celebrytach. Oglądał pan głośny teraz film Sylwestra Latkowskiego ,,Nic się nie stało’’ o sopockim klubie Zatoka Sztuki?

Oglądałem, i mogę pana zagwarantować, że wśród polskich celebrytów nie ma pedofili. Ten temat nie istnieje. Nie bardzo rozumiem, co Sylwester Latkowski chciał osiągnąć tym filmem? To jest bardzo grząski, niebezpieczny grunt. Żeby móc oskarżać kogoś o tak ohydną rzecz jak udział w aferze pedofilskiej, to trzeba mieć naprawdę twarde dowody. Z tego, co mi wiadomo Latkowski ich nie ma. Znam wielu ludzi ze środowiska celebrytów, i naprawdę nie słyszałem żeby ktokolwiek z nich miał cokolwiek z tym wspólnego. Proszę w to nie wierzyć.

Dziękuje panu za rozmowę.

Dzięki również.

Perfumy męskie_kreacje_świąteczne - zobacz ceny

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Facebook