Wywiad z przewodniczącym Związku Zawodowego Związkowa Alternatywa, Piotrem Szumlewiczem

4 0

Wywiad z przewodniczącym Związku Zawodowego Związkowa Alternatywa, Piotrem Szumlewiczem.

Łukasz Warczak : Dlaczego uznaje Pan socjalizm za lepszy ustrój niż kapitalizm?

Piotr Szumlewicz: Pojęcia socjalizmu i kapitalizmu są nieostre. W każdym rozwiniętym kraju łączny udział państwa w PKB przekracza 25% PKB, a zazwyczaj 40% PKB, zaś wiele obszarów życia publicznego jest bezpośrednio nadzorowana przez władze publiczne. Epidemia, której wszyscy dzisiaj doświadczamy, znacznie unieważnia wiele wyobrażeń o kapitalizmie, które do niedawna były popularne. Dzisiaj mało kto broni wolnego rynku z minimalną ingerencją państwa. Okazało się, że w sytuacji kryzysowej wszystkie podmioty życia publicznego zwracają się o pomoc do rządu. Rynek nie ma kompletnie nic do powiedzenia, a gdyby w czasie epidemii dominowała na świecie wolnorynkowa ideologia, mielibyśmy do czynienia z katastrofą wielokrotnie przewyższającą to, z czym mamy do czynienia. Dzieje się tak choćby dlatego, że warunkiem skutecznej walki z koronawirusem jest rozwinięta i powszechnie dostępna publiczna służba zdrowia czy ogólnokrajowa, a jeszcze lepiej międzynarodowa polityka zwalczania epidemii. Wszyscy się również zgadzają, że aby wyjść z kryzysu, potrzebny jest olbrzymi pakiet pomocy publicznej, która byłaby niemożliwa bez dużych wpływów podatkowych. Ale oczywiście powszechny system podatkowy czy rozwinięta rola władzy publicznej nie jest wyznacznikiem socjalizmu. W większym stopniu jest nim odgórna polityka mająca na celu ograniczenie nierówności społecznych, istotna rola reprezentacji pracowniczej w zarządzaniu przedsiębiorstwem, rozbudowany sektor publiczny w gospodarce czy znaczny stopień centralnego nadzoru nad środkami produkcji. W wielu państwach rozwiniętych jest wiele elementów tak pojmowanego socjalizmu i działają one znacznie lepiej niż kraje, w których państwo w minimalnym stopniu ingeruje w gospodarkę. Ludzie są w nich szczęśliwsi, są niższe wskaźniki ubóstwa i wykluczenia społecznego, wyższy poziom dobrobytu.

Żaden dotychczas istniejący socjalistyczny kraj nie przetrwał, gdzie w takim razie upatruje Pan motywację do pracy w systemie, w którym człowiek nie dąży do gromadzenia kapitału?

Znowu trudno powiedzieć, co Pan ma na myśli, pisząc o krajach socjalistycznych. W latach 80. nierówności dochodowe w Szwecji czy Niemczech Zachodnich były niższe niż w Polsce Ludowej, a dla wielu polskich liberałów układy zbiorowe, które do dziś obejmują w krajach zachodnich prawie cały rynek pracy, są wcieleniem socjalizmu. Wszak polegają one na tym, że przedstawiciele pracodawców i związków zawodowych ustalają szczegółowe rozwiązania dotyczące płac, awansów czy czasu pracy dla wszystkich pracowników danej branży. Czy w związku z tym gospodarka holenderska lub niemiecka się sypie? Nie! Działają one o wiele lepiej niż gospodarka Polski, Bułgarii czy Ukrainy, gdzie rynki pracy są znacznie bardziej liberalne. Poza tym czy naprawdę uważa Pan, że głównym celem nauczycieli, pielęgniarek, pracowników socjalnych, opiekunów osób z niepełnosprawnościami, naukowców powinno być gromadzenie kapitału? Jestem przekonany, że ich cele są zupełnie inne, a gdyby służba zdrowia opierała się na maksymalizacji zysku, to osoby z nowotworami w ogóle nie byłyby leczone. Cieszmy się więc, że żyjemy w systemie, w którym przynajmniej część obszarów życia społecznego nie opiera się na maksymalizacji zysku, tylko na takich wartościach jak solidarność, troska o słabszych czy zdrowie publiczne. Natomiast niestety w Polsce nawet służba zdrowia czy system emerytalny są coraz bardziej skomercjalizowane, co nie służy dobru obywateli.

Skąd u Pana wrogie nastawienie do przedsiębiorców, którzy dają zatrudnienie milionom Polaków?

Warto odwrócić pytanie. To nie ja jestem wrogo nastawiony do przedsiębiorców, tylko przedsiębiorcy są często wrogo nastawieni do pracowników. Państwowa Inspekcja Pracy co roku informuje o setkach tysięcy naruszeń prawa pracy. Pracodawcy na masową skalę nie wypłacają pensji na czas, w tym nie płacą za nadgodziny, nie przestrzegają rozwiązań dotyczących płacy minimalnej, zatrudniają w ramach umów niestandardowych, gdy zgodnie z prawem powinny być etaty. To bulwersujące bezprawie, na które w demokratycznym, praworządnym państwie nie powinno być przyzwolenia. My, związkowcy jesteśmy na tym obszarze strażnikami prawa. Warto też pamiętać, że nie tylko przedsiębiorcy dają zatrudnienie pracownikom, ale przede wszystkim to pracownicy wykonuję pracę, dzięki której pracodawcy mają zyski.

Dlaczego z założenia lewicowy światopogląd łączy się z socjalistycznymi poglądami gospodarczymi? Czy dopuszcza Pan połączenie lewicowego światopoglądu z wolnościowo-kapitalistycznymi poglądami gospodarczymi?

W debacie publicznej istnieje mnóstwo przekonań, często wewnętrznie niespójnych. Pamiętajmy, że można mieć taki sam pogląd odnośnie danej sprawy i zupełnie inaczej go uzasadniać. Socjaliści i socjaldemokraci odwołują się często do wizji egalitarnego społeczeństwa, w którym wszyscy mają równe prawa, liberałowie mówią o tym, że każdy obywatel może robić, co chce. Odnośnie walki z dyskryminacją ze względu na płeć czy orientację seksualną te dwa światopoglądy na wielu obszarach się pokrywają, ale w postrzeganiu gospodarki i polityki społecznej prowadzą do odrębnych rozwiązań. Lewica w większym stopniu niż liberałowie zwraca uwagę na społeczne uwarunkowania biedy, wykluczenia społecznego czy przestępczości. Gdy liberałowie mówią o wolności gospodarczej, lewica wskazuje, że za rozwiązaniami wolnorynkowymi kryje się wykluczenie dużej części społeczeństwa i przemoc ekonomiczna. Lewica więc w znacznie większym stopniu uwzględnia społeczne korzenie wielu zjawisk, których liberałowie nie widzą.

W Polskiej mentalności związki zawodowe kojarzą się z Prawicą (NSZZ Solidarność). Jaki jest Pana stosunek do konserwatywno-chrześcijańskich korzeni związków zawodowych w Polsce?

Polska jest jednym z nielicznych krajów w Unii Europejskiej, gdzie ruch związkowy jest kojarzony z prawicą. Oczywiście ma to związek z historią Solidarności, która od wielu lat broni przekonań konserwatywnych. Periodyk Solidarności, „Tygodnik Solidarność” to dziś tuba propagandowa prawicowego rządu, a władze krajowe związku od lat są splecione z Prawem i Sprawiedliwością. Myślę, że takie usytuowanie ruchu związkowego jest przeszkodą dla rozwoju kraju i szkodzi samym pracownikom. Związki zawodowe na całym świecie są postępowe i prawie zawsze współpracują z lewicowymi siłami politycznymi. Zresztą warto pamiętać, że również w Polsce korzenie ruchu związkowego wcale nie są konserwatywne, bo już przed wojną działał choćby Związek Nauczycielstwa Polskiego, który stanowczo odcinał się od ruchu endeckiego i całej ówczesnej prawicy. Dzisiaj anachronizm Solidarności jest coraz bardziej widoczny. W czasie, gdy związkowcy z całej Unii Europejskiej bronią ideałów egalitarnych, emancypacyjnych, internacjonalistycznych, Solidarność przynosi wstyd ruchowi związkowemu, formułując często ksenofobiczne czy nacjonalistyczne opinie. Tymczasem w polskim prawie pracy są bardzo precyzyjne zapisy antydyskryminacyjne. Niestety Solidarność często stawia wyżej narodowo-katolicką ortodoksję i lojalność wobec prawicowej władzy niż walkę o prawa pracownicze. Ponadto, i to dotyczy też Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych, największe centrale związkowe w Polsce są skostniałe i na wielu poziomach wpisane w układy władzy politycznej i ekonomicznej. Od lat działają wyłącznie w wybranych branżach i bronią korporacyjnych interesów, lekceważąc dużą część pracowników i nie interesując się wyzwaniami współczesnego świata. Związkowa Alternatywa powstała nie tylko jako alternatywa wobec prawicowego rządu, ale też jako nowa formuła ruchu związkowego. Dla nas istotne są między innymi te problemy i obszary działania, które nie interesują OPZZ czy Solidarności: walka z mobbingiem, sprzeciw wobec wszelkich form dyskryminacji, działanie w branżach zdominowanych przez umowy śmieciowe, gdzie dotychczas związków zawodowych nie było. Jesteśmy też za pełną transparentnością wszystkich organizacji zaufania społecznego, w tym związków zawodowych i dlatego postulujemy wprowadzenie jawności płac. Ponadto chcemy wzmocnić rolę związków zawodowych, ale też zwiększyć ich odpowiedzialność, stąd postulujemy, by etatowi związkowcy stali się inspektorami pracy. Konkludując, moim zdaniem związki zawodowe z istoty swej powinny być postępowe, lewicowe, awangardowe. Pod tym względem Związkowa Alternatywa stoi po przeciwnej stronie barykady niż Solidarność.

Jakie ma Pan zdanie na temat kandydata lewicy Roberta Biedronia? W sondażach jest na ostatniej pozycji.

Nasi związkowcy mają różne sympatie polityczne, natomiast Biedroń utracił zaufanie części wyborców, gdy obiecywał, że ustąpi miejsca w europarlamencie kolejnej osobie z listy i wystartuje w wyborach parlamentarnych, a tego nie zrobił. Wcześniej startował w wyborach samorządowych, a gdy uzyskał mandat, to dla odmiany go porzucił. Również kandydując na prezydenta, nie zrzekł się mandatu. Takie decyzje nie budują wiarygodności. Ponadto decyzja o wysunięciu go przez Lewicę była opóźniona. Został zgłoszony jako kandydat, gdy spadło mu poparcie, a elektorat lewicowy oczekiwał nowego otwarcia. Ale jego niska poparcie jest chyba związane głównie z brakiem konkretnej oferty dla dużej części społeczeństwa. My, związkowcy jesteśmy pragmatyczni. Uważamy, że politycy powinni aktywnie zabiegać o nasze poparcie, broniąc zwalnianych ludzi w zakładach pracy, pojawiając się na naszych pikietach, przedstawiając propozycje propracowniczych zmian legislacyjnych. Biedroń niestety w niewielkim stopniu angażuje się w działania na tym obszarze. Ponadto kandydat Lewicy w jakiejś mierze ma pecha, bo w wyborach startują też Szymon Hołownia i Rafał Trzaskowski, którzy mają podobny przekaz i styl prowadzenia kampanii do Biedronia, a zdaniem wielu wyborców mają więcej energii i lepiej się prezentują.

Czy ugrupowanie lewicy powinno mieć innego kandydata? Jeżeli tak, to kto miałby nim być?

Jako Związkowa Alternatywa nie rekomendujemy poparcia dla żadnego z kandydatów na prezydenta. Z pewnością mamy dość PiS-owskich prezesów w spółkach skarbu państwa, dość lekceważenia nauczycieli, pracowników służby zdrowia czy pomocy społecznej, mamy dość rządowych tarczy, które miały ratować przed kryzysem, a kwestionują wiele podstawowych praw pracowniczych. Pod tym względem dobrze by się stało, gdyby prezydentem został przedstawiciel opozycji. Natomiast nie ma żadnego kandydata, który niósłby na sztandarach postulaty pracownicze i aktywnie zabiegał o poparcie ruchu związkowego. Oczywiście dobrze by się stało, gdyby Lewica wysunęła kandydata, który formułowałby program bliski postępowym związkom zawodowym. Mógłby on zdobyć szersze poparcie niż Biedroń, choćby dlatego, że wyróżniałby się na tle innych kandydatów opozycji. Wśród pracowników jest wielu krytyków partii rządzącej i taki kandydat mógłby zyskać ich poparcie. O personaliach wolałbym na razie nie mówić. Jesteśmy młodą, ale dynamicznie rozwijającą się centralą związkową. Liczymy, że w przyszłym wyborach prezydenckich i parlamentarnych pojawią się kandydaci, którzy będą bezpośrednio odwoływać się do naszych postulatów i zyskają nasze poparcie.

Wiele osób, którym są bliskie prawicowe poglądy, zarzucają PiS-owi, że zbliża się on do lewicy, np. poprzez programy socjalne. Co Pan myśli na ten temat?

Moim zdaniem do nieporozumienie. Polityka społeczno-gospodarcza Prawa i Sprawiedliwości jest bliższa rozwiązaniom generała Franco niż nowoczesnej socjaldemokracji. Każda władza wprowadza jakieś programy socjalne, a nie wszystkie cechują lewicę. PiS skupia się głównie na transferach pieniężnych adresowanych do gospodarstw z dziećmi. Lekceważy usługi publiczne, za jego rządów pogarsza się sytuacja w szkolnictwie czy służbie zdrowia, instytucjonalna opieka senioralna praktycznie nie istnieje. Dla PiS-owskiej władzy nie liczy się też aktywność zawodowa społeczeństwa, która stała w miejscu nawet w okresie dobrej koniunktury, a aktywność zawodowa kobiet wręcz spadła. To wizja społeczeństwa oparta na naukach społecznych Kościoła, zgodnie z którymi mężczyźni pracują i utrzymują dom, a kobiety zajmują się dziećmi i seniorami. W tym modelu nie ma miejsca na uniwersalne, wysokiej jakości usługi publiczne, które zawszy były domeną lewicy. Stąd też tak niskie są w Polsce dochody pracowników socjalnych, nauczycieli, pracowników służby zdrowia czy opieki – pracownicy tych zawodów nie są ważni w PiS-owskiej wizji państwa. Warto też podkreślić, że choć PiS przedstawia się jako partia dbająca o prawa pracownicze, dane mówią co innego. W ostatnich latach rośnie skala umów niestandardowych, coraz więcej osób ma umowy zlecenia albo jest na samozatrudnieniu, coraz więcej pracowników ma zarobki co najwyżej na poziomie minimalnego wynagrodzenia. Utrzymuje się też gigantyczna skala łamania praw pracowniczych, a władza nic nie robi, aby przeciwdziałać patologiom, co szczególnie widać w spółkach skarbu państwa zarządzanych przez nominatów partyjnych.

Jaką Polskę widziałby Pan za pięć/dziesięć lat?

Przyszłość będzie się kształtować w walce między różnymi wizjami społeczeństwa i my z pewnością będziemy jednym z podmiotów aktywnie zaangażowanych w tę walkę. Myślę, że żyjemy teraz w bardzo ważnym momencie, bo kryzys jest wykorzystywany przez obóz rządzący do kwestionowania wielu podstawowych praw pracowniczych, niszczenia praworządności, wprowadzania coraz większej liczby elementów państwa autorytarnego. Władza wypowiedziała dzisiaj wojnę pracownikom i przyjmowane przez nią tarcze mogą zaszkodzić rynkowi pracy na wiele lat. Z drugiej strony przed siłami postępowymi, w tym przed nami, czeka wielkie wyzwanie, aby w tym trudnym czasie przedstawiać całościową alternatywę wobec polityki Prawa i Sprawiedliwości. Widzimy, że narasta niezadowolenie wobec rozwiązań rządowych i ludzie oczekują innej polityki. Dlatego w najbliższych tygodniach będziemy czynnie wyrażać opór wobec działań władz i proponować własną wizję gospodarki i rynku pracy. Naszym zdaniem zamiast cięć, zwolnień, wzrostu elastyczności rynku pracy, odbierania pracownikom ich podstawowych praw, należałoby dzisiaj wprowadzić całościowy pakiet na rzecz stabilności zatrudnienia i przeciwdziałania bezrobociu. Chodziłoby między innymi o oparcie rynku pracy na branżowych układach zbiorowych, o eliminację zdecydowanej większości umów nieetatowych, o wprowadzenie ustawowych odsetek za niepłacenie pensji na czas wysokości pół procenta dziennie, o jawność płac w całej gospodarce, o bardziej progresywny system podatkowy, o wprowadzenie minimalnego dochodu gwarantowanego wysokości 1500 zł miesięcznie, czyli uzupełnienia dochodów osób najbiedniejszych do kwoty 1500 zł, o zwiększenie progresji podatkowej czy o radykalne doinwestowanie i rozwój wysokiej jakości usług publicznych. Myślę, że najbliższe miesiące będą bardzo burzliwe, bo władza wybrała kierunek konfrontacji z pracownikami. Z pewnością nie będziemy biernie się przyglądać, jak rząd próbuje nam odbierać nasze podstawowe prawa.

Łukasz Warczak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Facebook