Wzruszająca historia, która może przytrafić się każdemu z nas.

5 0

Wzruszająca historia,
która może przytrafić się każdemu z nas.

Zdarza się, że życie samo pisze scenariusz, który pasuje do pierwszorzędnej jakości filmu. Historia, o której będzie mowa, wydarzyła się naprawdę i chwyci za serce nawet największego ”twardziela”.

Początek choroby

Norbert Piekarski to 14-latek pochodzący z Suwałk. W wieku 4 lat zachorował na białaczkę limfoblastyczną typu T. Choroba ta wynika z nabytej mutacji komórek, z których powinny powstać limfocyty, czyli nasza osobista broń chroniąca przed wirusami, bakteriami i innymi czynnikami chorobotwórczymi. W takiej sytuacji komórki prawidłowe są wypierane przez niedojrzałe mnożące się komórki, co prowadzi do upośledzenia funkcji limfocytu. Leczenie białaczki tego typu opiera się przede wszystkim na złożonej chemioterapii, której zadaniem jest eliminacja komórek blastycznych ze szpiku kostnego i krwi, czyli doprowadzenie do remisji. Zdarza się jednak, że jedyną szansą na wyzdrowienie jest przeszczepienie alogenicznego szpiku od dawcy rodzinnego lub niespokrewniowego. Niestety tak było w przypadku Norberta, tylko szpik mógł uratować młodego chłopca.

Utracona nadzieja i szczęśliwe zakończenie

Po jakimś czasie znalazła się osoba, która mogła uratować życie dziecka. Gdy termin zabiegu i wszystkie procedury zostały dogadane, nagle dawca wycofał się. Możemy sobie tylko wyobrazić, co czuli rodzice, bracia i bliscy Norberta. Prawdopodobnie do dziś nikt nie wie, dlaczego dawca się rozmyślił. Na szczęście po kilku tygodniach znalazł się nowy darczyńca. Okazało się, że szpik podarowany przez 48-letniego Niemca miał 8 na 10 punktów zgodności, co wtedy było najlepszą możliwą opcją. Stało się! Norbert został uratowany!

Nie jest jednak tak, że organizm po przeszczepie od razu funkcjonuje tak, jak należy. Takie osoby mogą być osłabione i bardziej podatne na różnego rodzaju choroby już do końca życia. W dodatku Norberta zaatakował wirus, który zajął aż 80% układu nerwowego. Długie miesiące minęły zanim chłopczyk wrócił do domu i rozpoczął ”normalne życie”.

 

Nawrót choroby i kolejne trudne chwile

Gdy wszystko powoli wracało do normy, a ”Norbi” szykował się do pójścia do szkoły, nastąpiło najgorsze – nawrót choroby. Stało się to po trzech latach od wcześniejszych dramatycznych wydarzeń. Kolejne dni w szpitalu, kolejne chemioterapie… W końcu nastał krytyczny moment, a mama chłopca, Aneta Piekarska, tak wspomina tamten dzień: ”Lekarze zostawili nas w izolatce samych. Usiadłam w fotelu, wzięłam ”Norbiego” w ramiona. Modliłam się. Mówiłam do Pana Boga: „Zrób co, chcesz. Jeśli jest taka Twoja wola…”. Byłam zaskakująco spokojna. Nie płakałam, nie krzyczałam. Kołysałam to jego małe, udręczone ciało w ramionach. Był zupełnie bezwładny. Wiedziałam, że mój syn umiera. Po prostu tuliłam go do siebie. Przepełniał mnie spokój. Czułam, że moje dziecko odchodzi, że to już koniec. Ale po jakimś czasie „się odbił”. Zaczął lepiej oddychać, parametry się poprawiły. Potem opowiadał, że widział siebie z góry, że unosił się nad pokojem i widział nas w fotelu…”

W pełni udany kolejny przeszczep

Ostatecznie dawca znalazł się. Tym razem punktowa zgodność wynosiła 10/10. Norbert zniósł przeszczep lepiej niż poprzednim razem. Już po kilku dniach szpik zaczął pracować we właściwy sposób. Minęły długie miesiące, nim 8-letni wówczas chłopiec zaczął prowadzić życie takie, jak jego rówieśnicy. Wkrótce zaczął chodzić do szkoły i  spędzać czas z innymi dziećmi.

Do dziś wszystko jest w porządku. Choroba nigdy nie powróciła. Norbert ma się doskonale, chodzi do 7. klasy szkoły podstawowej i cieszy się życiem. Chłopiec ma dwóch starszych braci, Alberta i Adriana, którzy są zarejestrowani w bazie dawców komórek macierzystych. I tu zaczyna się kolejna niesłychana sytuacja…


Starszy brat uratował życie drugiej osobie

W maju bieżącego roku do najstarszego z braci, Adriana, zadzwonił niespodziewany telefon. Okazało się, że wystepujący w barwach drugoligowej Bytovii Bytów zawodnik, zakwalifikował się jako potencjalny dawca. Radość była niesamowita. Ostatecznie Adrian darczyńcą został, a jego komórki poleciały do pacjentki z Holandii. To piekne, że człowiek, który na własne oczy widział, jakie katusze przechodził jego brat, uratował życie drugiej osoby zmagającej się z podobnym problemem .

– Ludzie myślą, że pobranie komórek to coś strasznego. Słyszałem różne historie od moich znajomych, którzy swoją totalną niewiedzą straszą innych. Mam to za sobą i wiecie co? Na szczęście żyję, nie mam jakichkolwiek skutków ubocznych, nawet nie byłem osłabiony – pisze na swoim instagramowym profilu zawodnik Bytovii, do której wypożyczony jest z Wigier Suwałki.

Zostań dawcą już dziś! 

Chcesz uratować życie drugiej osoby, tak jak zrobił to Adrian? Wejdź na stronę www.dkms.pl. Tylko kilka kroków dzieli cię od podarowania komuś szansy na życie.

Więcej o całej sytuacji dowiecie się na stronie fundacji DKMS na Facebooku. Znajdziecie tam krótki, ale jakże poruszający i chwytający za serce filmik o rodzinie Piekarskich.

Link do filmu znajdziecie pod tym linkiem: https://www.facebook.com/fundacja.dkms.polska/videos/290951622310611/

Zapraszamy również na Instagrama Adriana Piekarskiego, gdzie jeszcze dokładniej dowiecie się, jakie emocje towarzyszyły 22-latkowi, gdy dowiedział się, że będzie mógł uratować komuś życie. Link: https://www.instagram.com/piekario_98/

źródła: www.suwalki24.pl; www.fakt.pl; www.dkms.pl

Jedna myśl na temat “Wzruszająca historia, która może przytrafić się każdemu z nas.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Facebook